en

Zaloguj się

close
Nie masz konta? Zapomniałem hasła

Przypomnij hasło

close Wypełnij formularz.
Na Twój adres e-mail zostanie wysłane link umożliwiający zmianę hasła.
Wyślij

Ahoj przygodo, czyli jachtem na delegację.

Iwona Karczmarczyk, 24 lipca 2018
Ahoj przygodo, czyli jachtem na delegację.

Inicjatywy pracowników wspiera coraz więcej firm, a i pomysły bywają coraz odważniejsze. Świeżym przykładem świetnego przedsięwzięcia jest to, co zrobiła ekipa Making Waves, która zamiast standardowego lotu w delegację do Szwecji postanowiła... popłynąć tam jachtem! Specjalnie dla Was przygotowaliśmy wywiad z dzielną załogą :-)


[Iwona] Opowiadaliście już o tym w MakingTalks, ale powiedzcie raz jeszcze osobom, które będą czytać ten wywiad - skąd pomysł na rejs?


[Andrzej & Grzesiek] Co miesiąc wyjeżdżamy w delegację do Szwecji. Podczas piwa po pracy zażartowaliśmy z dyrektorem - Dariuszem Maciną, że moglibyśmy popłynąć jachtem. Pomysł spotkał się z aprobatą - “Dlaczego nie?”. Choć nie jesteśmy pewni, czy ktokolwiek z nas traktował go wtedy poważnie. Inicjatywa wyszła od naszego kolegi z zespołu - Janusza Mikruta, który jest doświadczonym żeglarzem - jedynym z naszego grona. Zbadaliśmy koszty przedsięwzięcia, które okazały się niewiele wyższe niż loty plus noclegi w hotelu. Początkowo - optymistycznie - z naszym brakiem doświadczenia, myśleliśmy, że dopłyniemy w 2 dni. Pesymistyczny scenariusz zakładał 4, a koniec końców podróż zajęła nam 3 dni. Częściowo na podróż poświęciliśmy nasz prywatny czas, wypływając w weekend oraz workation (benefit polegający na połączeniu pracy z wyjazdem - firma finansuje transport i pobyt pracownika do wysokości połowy budżetu szkoleniowego w dowolnym miejscu pod warunkiem, że ten będzie z tego miejsca pracował). Wypłynęliśmy z portu w Gdańsku (w Górkach Wielkich) do Gdyni, aby zatankować jacht. Następnie kierowaliśmy się w stronę Sztokholmu, po drodze przybiliśmy do portu w Visby, żeby naprawić żagiel. Stamtąd popłynęliśmy prosto do Sztokholmu. W drugą stronę, po wypłynięciu ze Sztokholmu do portu przybiliśmy dopiero na Hel, następnie do Gdyni, żeby znowu zatankować. Cały rejs zakończył się tam gdzie się rozpoczął - Górkach Wielkich.


Z mojej perspektywy - czyli osoby, która nigdy nawet nie postawiła stopy na łodzi - brzmi to wszystko jak bardzo skomplikowane przedsięwzięcie. Czy rzeczywiście tak było? Jak wyglądała organizacja wyprawy? Na jakie wsparcie mogliście liczyć ze strony firmy, a czym musieliście zająć się sami?


[Andrzej & Grzesiek] Planowanie zabrało nam trochę czasu. Głównym organizatorem był wspomniany już kolega - Janusz MIkrut, który mocno współpracował z dyrektorem naszego segmentu (Segment Sweden - dział w Making Waves Polska) - Grzegorzem Kałuckim. Janusz przygotował kosztorys, który uwzględniał wynajem jachtu, mariny, paliwa itd. Janusz znalazł także dwóch doświadczonych członków załogi, dzięki którym nasz rejs stał się jeszcze bardziej bezpieczny. Grzegorz Kałucki mocno nas wspierał i dopingował; bardzo zależało mu, aby nasza wyprawa się powiodła. 

My opracowaliśmy listę zakupów, menu, a także byliśmy odpowiedzialni, aby zaopatrzyć się w niezbędne na jacht rzeczy - kalosze, przeciwdeszczowe spodnie, kurtki itd. Janusz dobrze nas przygotował na to, czego możemy spodziewać się na morzu.

Całe Making Waves Polska mocno nam pomogło. Firma oraz wszyscy pracownicy mocno w nas wierzyli i wspierali. A my? My przede wszystkim nie mogliśmy stchórzyć!


Sześciu z ośmiu marynarzy.


I jak z perspektywy czasu oceniacie jakość tego przygotowania? Byliście gotowi na wszystkie możliwe scenariusze?


[Andrzej] Nasze przygotowanie było dobre. Przede wszystkim przed rejsem Janusz wolał zaskoczyć zamiast przykro rozczarować. Oczywiście miały miejsce sytuacje, których nie przewidzieliśmy, jak chociażby awaria jednego żagla. Nie mniej dzięki doświadczonemu kapitanowi i oficerom, cała załoga sprawnie sobie z tym poradziła, chociaż było to dość emocjonalne. Na tym polegają uroki żeglarstwa.

[Grzesiek] Przygotowanie było bardzo dobre, nie było sytuacji w których żałowaliśmy, że nie przygotowaliśmy się lepiej. Nie da się być gotowym na wszystkie możliwe scenariusze, ale byliśmy przygotowani na tyle solidnie, że obejmowało to te, które się wydarzyły.


A jaka była reakcja Waszych kolegów ze Szwecji, gdy dowiedzieli się o tym pomyśle? Byli zaskoczeni?


[Andrzej & Grzesiek] Szwedzi dowiedzieli się zdalnie, więc nie widzieliśmy ich reakcji na żywo. Dużo osób pytało, kiedy już przypłynęliśmy. Kilku kolegów odwiedziło nas na jachcie. Niektórzy mocno nam kibicowali - fajnie, że robicie coś zabawnego i zarazem bardzo odważnego. Powinniście częściej - zachęcali!

Dla Szwedów żeglowanie nie jest jednak czymś tak egzotycznym jak dla mieszkańców Krakowa, więc w Polsce ludzie reagowali o wiele większym zaskoczeniem, niedowierzaniem czy podziwem. Wiele osób pytało o przygotowania, przeżycia podczas rejsu, śledziło nasz kurs i ogromnie swoim zainteresowaniem i troską wspierało.


Jakie były największe wyzwania związane z tym przedsięwzięciem? Wiem na przykład, że wielu członków załogi nie ma dużego doświadczenia w żegludze - czy w praktyce miało to jakiś wpływ na przebieg rejsu?


[Andrzej & Grzesiek] Nasz brak doświadczenia dawał nam się we znaki na początku rejsu. Kapitan wydawał jakieś polecenie, a większość z nas go po prostu nie rozumiała i nie wiedziała, jak zareagować. Problemem była nieznajomość fachowej terminologii, a także nasza niepewność. W trakcie rejsu bardzo dużo się nauczyliśmy. Ostatnie manewry były już bardzo płynne. Wiedzieliśmy co robić i w jakiej kolejności.

Największym wyzwaniem jedna był po prostu strach. Strach przed rejsem, nieznanym i… chorobą morską. Nie wiedzieliśmy także jak zniesiemy tak długie przebywanie ze sobą na tak małej powierzchni. Na szczęście daliśmy radę! :) Janusz przygotował nas na najgorsze. Uraczył nas opowieściami o najczarniejszych stronach życia na morzu, dzięki czemu byliśmy gotowi na najgorsze scenariusze, a lepsze mogły nas tylko i wyłącznie pozytywnie zaskoczyć. Najważniejsze - choroba morska była prawie nieobecna.


A oto i środek transportu!


Ile dokładnie osób z załogi miało wcześniej styczność z żeglugą?


[Andrzej] Cztery osoby, przy czym jedna miała doświadczenie z żeglugi śródlądowej, ale miało to miejsce wiele lat temu.


A czy sam Bałtyk sprawiał problemy podczas rejsu? Pogoda dopisała?


[Andrzej] Z pogodą bywało różnie. Najcięższe warunki w jakich płynęliśmy to 7 w skali Beauforta. Oczywiście te warunki się zmieniały i czasami nie było wiatru czy fal i to w żeglarstwie jest chyba najnudniejsze. To co nas zaskoczyło to to, że w nocy nie było widać gwiazd, ponieważ niebo było bardzo jasne, a sama noc trwała około 3 godzin.

[Grzesiek] Pogoda była dla nas idealna. Początkowo nie było żadnego wiatru ani żadnej fali i stopniowo zwiększało się to ku siódemce w skali Beauforta na przestrzeni 4 dni. Wydaje mi się, że to dzięki temu nasze organizmy tak dobrze zniosły cały rejs, nie miały kiedy doświadczyć szoku.